12:23:00 PM

Blogi niczym dinozaury

Blogi niczym dinozaury
Sprawy blogosfery są sprawami, które omijam jak lekcje wychowania fizycznego we wtorkowy poranek. Tutejsza twórczość opiera się jedynie na wyrażaniu personalnego bólu egzystencjalnego. Więc niewykluczane jest, że nie wpisuję się w ukształtowany kanon ''wpływowego blogera 2045 roku''. Zresztą do owego tytułu nigdy nie dążyłem (chociaż jak ktoś chce mi dać jakąś statuetkę, to z chęcią sobie ją przyjmę)
Częstotliwość publikowania materiałów na tej stronie jest bardzo chaotyczna. Ci, którzy czytają mnie troszkę dłużej, zapewne przywykli do tego zdezorganizowania. Ci, którzy czytają mnie troszkę mniej, ślą wiadomości z zapytaniem o mój żywot. O to, czy on nadal trwa.
Ja natomiast odwiedzając bliskie mojemu sercu blogi - jedynie odwiedzam. Bowiem ostatnie zaktualizowanie, mocno kontrastujące z aktualną datą, sprowadza na myśl, że dana strona już raczej sobie zdechła.
A przyczyn, jak i usprawiedliwień, zapewne jest wiele. Ktoś może umarł lub stracił czucie w dłoniach lub traktował to jako nastoletnią infantylną zabawę.
Nie mniej jednak oszukiwać się nie ma co. Era internetowych pamiętników przemija. I być może brzmię jak staruszka o charakterystycznej ciasnocie rozumowania świata współczesnego. Afiszująca na prawo i lewo sentencje obrażające rozwój technologiczno-komunikacyjny. Darujcie mi.
Media społecznościowe wyparły blogi, sprawiając, że przestały być głównym meritum przekazu. Przeinaczyły je w rozgrywkę niskiego sortu (no bo dużo czytać trzeba, a to nic fajnego)  I dziwić się nie dziwię. Mamona, mamona, mamona.
Ale spokojnie, jeżeli chodzi o mnie to cenię się ponadczasowo, więc tworzyć będę nadal. Czekając na czerwony dywan i karierę.


12:53:00 PM

ART#5 IN THE PARADISE OF MY DEAD GRANDMAMMA

ART#5 IN THE PARADISE OF MY DEAD GRANDMAMMA




3:58:00 PM

Wegetarianin który nie je zdrowo

Wegetarianin który nie je zdrowo
Nie jem zdrowo. Nigdy nie jadłem zdrowo. I nigdy nie będę jeść zdrowo. Szydercze pytania pokroju "na śniadanie to ty kanapkę z sałatą pewnie masz'' nie wywołują u mnie fali agresji, jak to bywa u większości przedstawicieli diety roślinnej. Nie rzucam na prawo i lewo opowiadań, jakie to ja wspaniałe jedzenie potrafię zrobić z tofu czy soczewicy. Nie przesiaduję wielu godzin w kuchni, uśmiechnięty krojąc szparagi. Wegetarianizm nie odmienił moich wyborów konsumenckich, które nadal są bardzo ograniczone. Tak po prostu.
Inni krzyczą, że życie bez mięsa jest super fajne. Inni, że niedobory białka i szybka śmierć.
A ja? Jedzący pomidorową zupę rozpuszczalną, popijający niskokaloryczną colą, zagryzający wszystko czekoladowymi lodami zastanawiam się:o co tu chodzi?
Bo to już dwa lata bez produktów zwierzęcych. Nie czuję się nadzwyczajnie lepiej. Nie czuję się umierający na anemie. Więc póki badania nie wykażą wrogiego wyniku, na moim talerzu nie pojawi się żaden krwisty kawałek odkupionego cierpieniem stworzenia.
Czy ja już powinienem odkładać pieniądze na prywatnego lekarza?

1:48:00 PM

Festiwal kolorów

Festiwal kolorów
Proszę wszystkich o modlitwę oczyszczającą mą duszę, za adoracje obrzędu religijnego rzucania mąki z kolorowym barwnikiem. Jutro w kościele zaofiaruję pieniążka do koszyczka, więc może będzie dobrze. 
Ku zdziwieniu festiwal zorganizowany został w moim mieście. Ku większemu zdziwieniu - wybrałem się na niego. Choć zasady tej imprezy znałem bardzo dobrze, to jednak odczułem, że zostałem lekko oszukany zbyt pozytywnymi recenzjami osób trzecich. No ale po kolei.
Zaczęło się o dwunastej. Godzina przyjazna słonecznej pogodzie, jak i planom na dzień dzisiejszy (nie, to nie żaden błąd gramatyczny czy też ortograficzny - moje monotonne życie miało jakieś PLANY na wieczór) Uczestnictwo wprawdzie było bezpłatne. Jednakże cena potrzebnego do zabawy proszku okazała się tak drastycznie wysoka, że wraz z Weroniką włączyliśmy zmysły przedsiębiorczo-oszczędnościowe. I zamiast wydać własne pieniądze, postanowiliśmy wtoczyć się w tłum i zostać nim samowolnie ubrudzonym. Jak można zauważyć na wyżej załączonym obrazku - udało się.
Wspaniałe kłębki wielobarwnych chmur unosiły się nad uczestnikami, wytwarzając atmosferę zjednoczenia i pokoju. Prawdę mówiąc, dostrzegłem cokolwiek dopiero za drugim razem, gdyż przy pierwszym wyrzucie ktoś pomylił kierunki i wycelował w moje oko. 
Wnet po tym plac główny z sekundy na sekundę wyludnił się we wszystkie kierunki starówki. Monotematyczne zdania prowadzącego, które informowały wyłącznie o czasie kolejnego wyrzutu holi i miejsca ich zakupu nie zachęcały zbytnio do pozostania w centrum. Zaraz po przemowie uwalniał z głośników suche mainstream-owe ''hity'. Ja nie mówię, żeby od razu sprowadzić koncert Edyty Górniak czy Alaski Thunderfuck. No ale wypadałoby to jakoś bardziej zsynchronizować w całość i zaoferować rozrywkę godną klimacie tej imprezy. Już na dorocznym święcie chleba można dostrzec więcej atrakcji.
W każdym razie festiwal ma swój silnie charyzmatyczny charakter warty przeżycia. Świetna okazja ubrudzenia ubioru nieprzyjaciół bez interwencji straży miejskiej.
Czemu ja się tak rozpisałem?

11:45:00 AM

Back to school pomocy

Back to school pomocy
Wrzesień. Nic fajnego. Szkoła i jesienna depresja. W miarę możliwości to ja się cieszę jak mogę, gdyż przez jesienne wahania nastroju jeszcze się nie zabiłem, a wraz z kończącymi się wakacjami nie mam myśli samobójczych.
Wegetowałem. Całe dwa miesiące poświęciłem spaniu, słuchaniu muzyki, spaniu i spaniu. Ambitniejszym wyczynem było chyba obejrzenie tv show drag queen czy nawet zrobienie hummusa z cieciorki. Ale nie żałuje. Sądzę, że potrzebowałem takiego mentalnego odizolowania od codziennych trosk i obowiązków. Choć zaprzeczać nie będę, odcięcie się od rzeczywistości było również spowodowane przez osoby trzecie.
Monotonne dni mijały powolnie, noce znacznie szybciej. Pomimo tych czasowych przeszkód udało mi się uporządkować swoją głowę od niepotrzebnych zwątpień i odważyłem się odpowiedzieć na nurtujące mnie pytania. No wiecie, chciałem zaoszczędzić na wykładach motywacyjnych Łukasza Jakóbiaka - zbieram na nowy telefon.
Z nadchodzącym rokiem szkolnym tak jak każda szanująca się blogerka - napiszę dla was poradniczek jak przeżyć szkołę, bo wy takie nieporadne dzieci. Oficjalnie odradzam korzystania z niektórych punktów z uwagi na fakt, iż możesz po prostu przez to nie zdać do następnej klasy.

PORADNICZEK TAKI SOBIE DO SZKOŁY

• By twoja cera była idealna, potrzebuje dostatecznej ilości snu. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby odpuścić pierwszą lekcję i zapewnić sobie dodatkową godzinę regeneracji.
 Memy ośmieszające osoby z klasy są bardzo fajne, ale uważaj. One jakimś magicznym sposobem wyciekają z twojego telefonu i zjawiają się u kogoś, kto ich nie powinien mieć. 
 Jak już jesteś w tej szkole to się poucz. Nie znasz dnia ani godziny, kiedy kolejny odcinek twojego ulubionego serialu przestanie mieć tłumaczone napisy i będziesz musiał liczyć na swoją znajomość języka obcego.
• Nie wstydź się zapytać nauczyciela o chwilowe wyjście z sali lekcyjnej. Przecież każdy czasem odczuwa potrzebę zrobienia sobie zdjęcia.
 Wdroż w nawyk spuszczanie wody w publicznej toalecie po zrobieniu siku. Proszę.
• Przebywanie na klasowych chatach jest naprawdę zbędne. Zbiorowisko osób chcących zabłysnąć ''śmiesznymi'' obrazkami, irytującymi zachowaniami i bez gustownej satyrze.
 Jeżeli grozi ci semestralna ocena niedostateczna, a profesor opowiada dowcipy to śmiej się z nich, jak najgłośniej.
Bezbarwny plan lekcji udekoruj kolażem zdjęć czegoś, co lubisz. Skoro masz patrzeć na to przez najbliższe dziesięć miesięcy niech będzie przynajmniej ładne.

KONIEC PORADNICZKA DO SZKOŁY

Życzę wam miłego powrotu do szkoły. Żartuje. Powroty do szkoły nie są miłe.


Copyright © 2016 Tutaj jestem lekkomyślny , Blogger