8:37:00 AM

Mieszkanie i szkoła. Co u mnie się działo.

Mieszkanie i szkoła. Co u mnie się działo.

SZKOŁA
Choć babcia mówiła, że za malowanie obrazów rodziny nie nakarmię, to jednak postanowiłem młode lata duszy poświęcić sztuce i rozwoju artystycznym. Wybranie określonego profilu zawodu przy moim braku stabilizacji planów życiowych byłoby bardzo nierozsądne, więc postanowiłem kolejny raz uciec od odpowiedzialności życia dorosłego i pójść do liceum plastycznego. Całkowite poświęcenie się nauce nie przyniosło zamierzonych owoców, przeto omińmy w zasadzie ten najważniejszy element placówki edukacyjnej. Począwszy od składania papierów, aż do zakończenia roku sprzyjał mi bardzo przyjemny klimat ciepła, opieki, i bezpieczeństwa (na te cechy jestem bardzo wrażliwy po przeżyciach gimnazjalnych) więc kanon mojej idealnej szkoły został raczej zachowany. Wyjątkowo szybko przestałem się dziczyć i próby kontaktu z ludźmi kończyły się sukcesem. Poznałem wiele wartościowych ludzi. Zaznałem smaku prawdziwej przyjaźni. I nawet nauczyciele mnie nie nękali o dziwo.
Wraz ze zbliżającym się wrześniem w mojej głowie nastały zawiłe myśli ''no ej zapomniałem, przecież rysować nie umiem'' Rzeczywiście, moje uzdolnienia plastyczne były na bardzo niskim poziomie, a prace bardziej odpychały, niż zachęcały. Zakwalifikowanie się do szkoły również jest jedną wielką niewiadomą. Od pierwszej do ostatniej lekcji rysunku minęło mnóstwo czasu, a ja z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że dokonałem wielkiego progresu i umiem rysować (no wybitnie nie, ale czajnik prosty narysuje prawda) Podważam mit o potrzebie narodzin z talentem do tworzenia ładnych obrazów.
Bliska fotografia mojemu sercu miała chyba największy wpływ na przyjście tutaj. Aktualnie opinie pozostawię neutralną, gdyż w przyszłości planuje omówić wam to z większym bagażem doświadczeń. Jednak zdałem sobie sprawę, że w tej dziedzinie muszę liczyć na siebie i zadbać o swój rozwój fotograficzny muszę SAM. To chyba tzw. życie.
Podsumowywać nie umiem, więc sam sobie podsumuj.

MIESZKANIE
 Nie zrzucam winy na zepsutą półkę, niedziałającą zamrażarkę, cienkie ściany czy nawet na niewygodną regulację wody pod prysznicem - przyziemne sprawy można naprawić. Nie ma tu czego pisać - po prostu zawaliłem. Pozwoliłem lenistwu i monotonności zawojować moim życiem. Odrzucałem zaproszenia od przyjaciół, coraz rzadziej wychodziłem na spacery, jeszcze ani razu nie spędziłem wieczoru na starówce, jak planowałem. Moją największą atrakcją było wyjście do chińskiego centrum handlowego, zakupienie pizzy na wynos, czy zrobienie zakupów w stokrotce. (Grrr, jak pomyślę o tym sklepie to w uszach zaczyna mi grać ta denerwująca muzyczka, informująca o promocjach na noże.) 
A jeśli chodzi o wizje z życia zwykłego zjadacza chleba, to było nadzwyczajnie dobrze. Pokój sprzątałem, jedzonko gotowałem (chociaż 80% moich potraw pochodzenia sklepowego było) uczyłem się pilnie, i nawet systematycznie się myłem. Początki trudne nie były. Mimo bardzo ograniczonej wiedzy na temat poruszania się po mieście - nie bałem się. (boje się natomiast jazdy miejskimi autobusami)  Czuje się tutaj bardzo przyjemnie, pomijając te długie pasy dla pieszych, gdzie muszę przejść i nikt się nawet nie zatrzyma. Praktycznie sąsiaduje z największym centrum handlowym. Na starym mieście bardzo mi się podoba budyneczki ładne, perełka renesansu jak powiadają.  Mieszkam na grzecznej dzielnicy, tylko raz jakiś pan mnie gonił. Czego chcieć więcej. Powiedziałby Janusz.

9:12:00 AM

Art#4 Don't Jump Sweetheart (it's no me ok)

Art#4 Don't Jump Sweetheart (it's no me ok)





7:33:00 AM

Dlaczego kupuję płyty muzyczne

Dlaczego kupuję płyty muzyczne
Dobrowolne udostępnianie klipu przez wydawnictwa muzyczne, swobodny dostęp do serwisów szerzących nielegalne pobieranie danej piosenki czy po prostu zakup w formie elektronicznej - w dobie naszego wspaniałego internetu można śmiało rzec, że nabycie albumu jest rzeczą zbędną, a nawet bezsensowną.
Też tak myślałem. Jednak po dostaniu swojej pierwszej płyty i odsłuchaniu jej zrozumiałem piękno, którego nie mogłem doświadczyć, zadowalając się darmową wirtualną wersją.
 To dźwięk. Nieskazitelnie czysty, mocny, podniecający. Wyróżniony każdy odgłos instrumentu sprawia, że utwór, który przesłuchaliśmy z tysiąc razy nabiera nowych kolorów.
 Zaprojektowana okładka jest ciekawą prezentacją treści - chociaż to regułą nie jest. W środku ciekawe niespodzianki - zdjęcie artysty, czasem karteczka z tekstem piosenek, a nawet (co dopiero dzisiaj odkryłem po czterech miesiącach) fotorelacja i cytaty koncertowe.
 Samo posiadanie płyty jest rzeczą satysfakcjonującą. Taka ładna sobie leży na półeczce, cieszy oko na każde zawołanie, a gdy umrzesz, twoje dzieciaki je odziedziczą i będą cię dobrze wspominać. Prócz tego jest to wspaniała metoda kontrolowania i selekcji własnego gustu muzycznego. Kupując - jesteś pewien. To nie będzie kolejna skoczna pioseneczka w twoim telefonie, która zostanie usunięta po dwóch tygodniach ze znudzenia i przesytu. Otoczysz się w dobrej muzyce. Zostanie z tobą do końca ( no chyba, że stracisz szacunek do twórcy lub wujek od ciebie pożyczy, a potem gdzieś zgubi bo pożycza, a uszanować kurde nie umie)
 Wsparcie artysty na płaszczyźnie zarobkowej jest również bardzo ważne. Czytając wywiady, w których piosenkarze skarżą się na procent od sprzedanej płyty utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że również bym się skarżył. Ja rozumiem, że niektórzy tworzą muzykę dla samej muzyki, a nie dla pieniążków, ale wiecie że oni też muszą za to płacić podatki i ZUS?
 Ponadto niedostępne treści kuszą. Czasem zachwycą, czasem zawiodą. Częściej zawiodą...(bo najlepsza piosenka jest promowana i czasem te takie niepromowane nigdzie niesłyszalne są no... niefajne)
 Jest to też mój mały kaprys i hobby. Kupowanie płyt po prostu się lubi albo nie lubi. Jak niebo i ziemia, woda i ogień, powietrze i brak powietrza. Jedno jednak wiem. W przyszłości mój pokój zabaw będzie zapchany płytami, a pośrodku odtwarzacz muzyki będzie stał.

11:16:00 AM

Sztuka jest dziwna

Sztuka jest dziwna
Czym jest sztuka jak nie formą atencji? Niejako ku zaspokojeniu wewnętrznych udręczonych uczuć. Pragniemy być, ale ten nasz byt z czasem zamienia się w nonsensowny pęd ku uznaniu większości. Określony kanon tworzenia dusi nas. Chcemy być wyżej, lecz sposobem nie takim, jakim chcielibyśmy. Musimy uklęknąć przed masowym popytem na prostotę. A przecież tak często od was słyszę, że nie lubicie życia łatwego, że dopominacie się czegoś bardziej gwałtownego. Więc czemu wolisz prosto, a zakręty cię męczą. Nie potrafię stwierdzić czy bycie obserwatorem jest atrakcyjniejsze od twórcy. Tworzenie swojej wymyślonej rzeczywistości jest łatwe, a z drugiej strony bardzo mylne. Jako obserwatorzy mamy możliwość dowolnej interpretacji dzieła, dzięki czemu sami tworzymy rzeczywistość utworu. Bardzo często, raniąc.
 Apetyczna komercja syci mnie bardzo. Kolejna statystyka do kolekcji jest jak uciecha dziecka jeszcze mojego nienarodzonego. Często komercyjne działania łączymy z mamoną. To nie jest tak. Mamona to efekt uboczny twojej decyzji. Nie ma w tym nic złego. Po prostu tego chcesz. Nie czuj się gorszy. Każdy z nas w taki czy inny sposób sprzedaje część swoich emocji. Pod postacią miłości, obrazu, utworu, tekstu, gestu, słowu. Najważniejsze, to uświadomić sobie, że to, co tworzymy emanuje cząstką nas. W dziele, które zostaje na zawsze na ziemi. No, chyba że będzie to takie fajne, że kosmici postanowią to wydziedziczyć. A wtedy to artystą wszechstronnym się stajesz.

7:41:00 PM

Kot - recenzja

Kot - recenzja
Ni to zjeść na surowo, ni to ugotować (chociaż obiłem się na szczegółowe przepisy kiszenia głów) Często ich egzystencja ukazana jest w postaci propagandowych komplikacji rozkosznych filmików, co zważa na decyzji nabycia tychże istot. No i pewnego dnia pojawia się w twoim domu. Świadomie bądź co bądź nakłoniony przez zdesperowane nastolatki, które nie wiedzą co to weterynarz a tym bardziej sterylizacja i z jednego robią się im cztery koty. Trzy godziny twojej pozytywnej atencji, a potem zaczyna eksponować swoje prawdziwe oblicze. Przez pierwszy tydzień okazujesz wyrozumiałość, bo nowe miejsce dla niego, a on bardziej jest tym zirytowany, gdyż nie dostrzegasz potęgi jego wobec ciebie. Karmienie mimo pozorom nie jest skompilowane. Poczynając od mleka, kończąc na brutalnie upolowanym ptactwie. Poprzez wydrapane meble udoskonala swoje narządy obronne (czasem poduszki wymienić trzeba) Nawet nie zauważysz jak szybko urośnie (serio nie zauważysz, one cały czas śpią i rosną z minuty na minute) Ale nie przejmuj się, że wyfrunie prędko z gniazda. One nadal będą oglądać twoje poczynania zza rogu fotela. A ty każdego wieczoru odczuwać dyskomfort będziesz. Koty są zwierzętami, które potrafią okazać  swoją wdzięczność wobec opieki nad nimi - nie zabiją cię i twojej rodziny. Nie emocjonuj się również zbytnio, gdy nie wraca do ciebie tygodniami. Jednak czasem warto rozejrzeć się po ulicy czy kierowcy o niewybrednych gustach zhańbili ich swoimi oponami. Świetnie sprawują się jako modele na wasze instagramy. Dużo lajków, a jak zabawną ekranizację wam się uda zrobić z ich życia to sława was czeka nawet. I nie, mimo swoim słynnym dziewięciu życiom nie przeżyją upadku z czwartego piętra. 
Produkt nieograniczony wiekowo.
Copyright © 2016 Tutaj jestem lekkomyślny , Blogger