12:36:00 PM

To chyba był plener z fotografi.




Tak jakoś postanowiłem, że swoją podróż kilkudniową ugoszczę na mym blogu, bo ten pierwszy raz no i wiecie. Sam wyszukując informacji dotyczących plenerów, znajdowałem tylko dziwny obrazek z otyłym panem jedzący kawałek czekolady, który odziwo znikł z cyberprzestrzeni, więc zadecydowałem  że warto pozostawić coś dla przyszłych pokoleń. Co prawda zdjęcia znajdują się w aparcie profesora ponieważ prywatny oczywiście musiał ulec rozkładowi naturalnemu jednakże resztki fotografii zdołałem odzyskać i wykorzystać biedne w tym brzydkim skrawku polskiego niefajnego internetu.

ŚRODA
No i wstałem. Godzina 7:30. Współlokatorka zaparza kubek gorącej kawy. Jestem pewien, że to kawa. Lubi z mlekiem i trzema kostkami cukru. Za trzy minuty włącza się budzik. Ubieram swoje niebieskie spodnie z plamą od farbowania włosów eee tam Damian farbuj w nowych spodniach przecież się spierze  Pakuje swoje świąteczne swetry upolowane w second-hand za 9.99 i trzy pary neutralnie czarnych skarpetek. O i nie zapomnij środków czystości, przecież nie może się wydać, że się nie myję. Zza okna mgła. Zahipnotyzowała mnie i straciłem piętnaście minut. Każą być o 9:00? Więc idę. Pogoda zmusiła mnie do obejścia skrótów i wybrania tej dłuższej  bezpieczniejszej drogi. Mam fobie przed długimi przejściami dla pieszych a poprzez mgłę było widać nic. Jestem. Nikogo nie ma  Dobra już ktoś jest.
No i na przystanek autobusowy.
Nie byłbym sobą, gdybym w pośpiechu nie pomylił portfela i zamiast specjalnie napakowanego pieniędzmi zabrałem automatycznie ten biedny z 14,85 złotego. Pan w busie nie dał mi ulgowego. 
Wybujała podróż wywołująca odruchy wymiotne zakończyła się. Na przystanku profesorowie coś tam cześć cześć i w sumie  idziemy. No i tam jakieś zasady bezpieczeństwa, ażeby się nie zabić.
Domek fajny. Zapomniałem dodać, że to był Krasnobród. Boże. Krasnobród? No ale dobra nie znam się na sztuce fotograficznej, więc może powinienem być cicho czy coś.
Domek z klimatem. Drewniana chałupa. Chyba tania. Oczywiście zostałem wygoniony z pokoju upolowanego przez płeć żeńską, bo tam spać nie mogę prywatność ważna sprawa, więc szanuje sobie i idę.
Wypita gorąca herbatka przy piekielnie gorącym kominku i nagle cios. Wystawieni na szok termiczny idziemy po główny cel wyprawy. Zdjęcia otaczającego nas świata. No pięknie. Ale tu jest tylko duża dziura z wodą zalew no ale jak mówiłem, chyba się nie znam. Więc tak sobie hasam, jak gazela, szukając inspiracji. No i nie znalazłem.

CZWARTEK
Tym razem akurat korzystanie ze śpiwora się udało. Sen na zimnych kafelkach okazał się bardzo przyjemny. Lubie spać na podłodze. Któż wymyślił łóżka? No nieważne. Śniadanie z mięsożercami zawsze jest nieudane także i tym razem nie mogło mnie nic zaskoczyć. Chce mi się siku. Onie. Chłodne podłoże dało się we znaki. Jak można się domyślić - poszliśmy robić zdjęcia. Zimny wiatr utulający moje dłonie, twarz, nogi no i ogólnie wszystko był irytujący. Bardzo irytujący. Zbyt wielkiej weny tutaj też nie odczułem. Jedynie myśl o konieczności wydania zdjęć na wystawę, ażeby mieć coś ładnego utrzymywała moje zamrożone palce w stanie odruchu. Na minimum trzydzieści zdjęć udanych mam trzy. Lepsze trzy zdjęcia niż wróbelek w garści (?). Jestem pierwszy. O! Idealna pora na wypicie herbatki z rumiankiem zapakowaną w papierowy ręczniczek ukradziony współlokatorce  na wypadek zbyt wielkiego stresu. Jednak odmrażanie stóp nie trwało długo. Idziemy do lasu. Drzewa drzewa. Wszędzie drzewa. Każdy robi zdjęcia drzewom. I tak sobie hasamy i hasamy, aż nagle natrafiliśmy na dziwne pole no i robimy bałwana. To znaczy królika, bo wiecie plastyk i poziom trzeba trzymać rzeźba 4- minimum. Logicznym wyjściem byłby powrót do chatki drogą, którą przyszliśmy. No skądże! Koncepcja twórcza nauczycieli liceum artystycznego nie ma końca. Idziemy na skróty. Losowanie dróżki, skromny kompas i czysty przypadek.
Wieczorem głównym obiektem rozrywki był lis. Karmiliśmy go jutrzejszym śniadaniem. Lis był głodny, bo podchodził pod dom. Lis się najadł. A my idziemy spać. Nie no żarcik. 21:30 i spanie? Być może zrobiliśmy imprezę? Bądź poszliśmy wziąć prysznic? Oj nie. Osobliwych niespodzianek nie było końca. Sesja nocna, choć mroźna była wspaniała. Robiliśmy dziwne rzeczy z latareczkami, a później na zdjęciu te latareczki były takie ładne no i no.


KONIEC
Specyficzny gust muzyczny jednego z nauczycieli obudził mnie z głębokiego snu. Do porannej herbatki odsłuchiwaliśmy patriotyczne piosnki. Bardzo ładne nie polecam, ale szanuje. Opis zmywania naczyń i ogólnego sprzątania domku chyba zaoszczędzę. Plener rozwiązany.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieje, że nikt nie dotrwał do końca.
Jeżeli mam być szczery to nie żałuje. Wybierając tę szkołe dobrze wiedziałem, że nie będzie łatwo, a łatwizny to ja nie lubię, Wyprawa ta pokazała mi jak potrafię być słaby, wobec przeciwności losu, a i tak dalej walczyć. Co prawda oczekiwania wobec moich prac nie były zbytnio spełnione, jednakże uważam, że jak na takie warunki nie mogę narzekać. Piszę to dla siebie, jak i aby pokazać wam, że tego typu wyjazdy potrafią wyłonić z nas emocje, ubogacają nasze wnętrze, rozwijają nasze koncepcje.  No i ewentualnie unikniecie sprawdzianu z fizyki.

13 komentarzy:

  1. Dotrwałam do końca :D podoba mi się takie luźne pisanie

    http://zyciepiszehistoriee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobało mi się to

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe zdjęcia. Ja, muszę się przyznać, mam zawsze problem ze zrobieniem zdjęć w nocy. Tzn jakieś bd ale nie na tyle dobre abym je komuś pokazała ;D
    Mój blog ♥ Serdecznie zapraszam !

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow podziwiam i jestecze tak zarąbiscie piszesz!

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie pisałam nigdy pamiętników, ale to dobry pomysł, aby móc wrócić do przeszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Halo, w Krasnobrodzie nie ma tylko jeziora i lasu. Jest dużo innych pierdołek takich jak kościół na wodzie, wieża i no ten.. w sumie to masz racje. Spędziłam tam każde wakacje za młodu i powiem Ci, że najlepszą atrakcją był nagrzany przez słońce asfalt, do którego można było wtykać korki od butelek. Tak w ogóle to zazdroszczę lisa. Zawsze chciałam spotkać lisa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wytrwałam i wypowiem się tak, trafiłąm całkiem nie przypadkiem. Plenery z M... zawsze na tak, chociaż słychać też inne pogłoski, ale jechać warto, wystarczy sie tylko bardziej zorganizować i dogadać co i jak. Okiem nie tylko tego artykułu a i opowiadstek z lekcji fotografii. Pozdrawia,koleżanka ze starszych klas
    Pozdrawiam,Madda
    blog ->klik

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm ej jak pojde na grafike to nie bd miec takich fajnych plenerow, teraz bede miec dylematy fajnie.
    o u mnie kiedys lis przed domem spał na fotelu a był taki fajny srebrny

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz talent. Będę często odwiedzał :)

    Zapraszam do mnie: http://keeganab.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny pomysł! No i w ogóle zajebiście piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dotrwałam do końca. Chyba fajna szkoła.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dotrwałam do końca :D. Bardzo ciekawy styl pisania. Dobrze się to czytało. Jeśli chodzi o zdjęcia chętnie obejrzała bym więcej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Tutaj jestem lekkomyślny , Blogger